No więc pewnie wy też macie Twittera i nie będę ściemniała, że swojego założyłam głównie po to, by paczeć tweety chłopaków ;D
No więc to link do mojego TT : https://twitter.com/xXxJulitaXx
Dziękuję za każde follow :) :)
xx.
P.S. Wiem, że jest mało Tweetów i wgl, ale to mój taki 'świeży " Twitter, bo poprzedni niestety się usunął ;p
niedziela, 23 września 2012
sobota, 22 września 2012
Rozdział 4 " Roxy"
- No stary, chyba się o coś zapytałem - ponowił próbę Louis.
Niall odwrócił się do nas w popłochu zdenerwowany.
- Idziemy stąd, już.- oznajmił i poderwał się z krzesła.
- Ale o co ci chodzi ?- Zayn przybrał zmieszany wyraz twarzy.
Harry spojrzał tam gdzie patrzył blondyn i szybko zakrył usta dłonią. Popatrzył na Horana wybałuszonymi oczami.
- Ja pierrdole...czy to nie jest Roxy ?
Chłopaka było stać tylko na nerwowe skinienie głowy.
- Kto to Roxy ?- zabrałam zdezorientowana głos.
Shay podniosła brew.
- To jest jego była.
Niall przegryzł wargę.
- No dzięki, Shay. A może raczej Shannon Mario - ostro zaakcentował i podkreślił ostatnie słowa.
Zacisnęła dłoń w pięść.
- Wypieprzaj blondynku.
- Dobra, spokój - wtrącił Liam i odwrócił się do przyjaciela - Co Roxy robi akurat w tym barze?
- Idź i się jej zapytaj - poradził ze śmiechem Louis.
- Nie - stanowczo zaprzeczył Niall.
- Dobra, to skoro nie Liam, to ja muszę - Louis szedł w stronę dziewczyny.
Niall pociągnął go za ramię.
- Nikt tam nie idzie.
Westchnęłam i spojrzałam na zegarek.
- Chłopcy, ja już muszę iść.
Zrobili smutne oczka.
- Musisz?- powtórzył Harry.
Skinęłam głową.
- Tak, muszę zobaczyć co u Beck'a. Tata go przecież nie będzie cały czas trzymał u siebie. Musimy wrócić do domu.
Zayn prychnął.
- Och, proszę Cię. Co to za dom.
- Tak, a twój tata ma nazwisko Cobain, tak? - upewnił się Liam.
- No ...tak.
- A jak na imię ? - ciągnęła Shay.
- Curtis.
- Ty, to jest ten sławny producent muzyczny - ożywił się Payne.
- Tak, i co?
- I co?- powtórzyli zdumieni.
- Nie może ci kupić jakiegoś mieszkania albo coś albo zapytaj się czy możesz się do niego wprowadzić - przedstawił swoje myśli Harry.
- No, jutro do niego pójdę.
- Ja pójdę z tobą - oświadczył Louis.
- A to niby po co ?
Położył swoją rękę na sercu.
- Jako mentalne wsparcie.
- No dobrze...to możesz być u mnie jutro o...? - nie dokończyłam zdania.
- Mogę być o 10.00.
- Ok.
Nadstawili policzki więc ich w nie pocałowałam na pożegnanie. Zobaczyłam ponurą minę Zayna. Oplotłam rękami jego kar i złożyłam czuły pocałunek na jego ustach. Chłopcy wybałuszyli oczy, a Harry przegryzł nerwowo dolną wargę.
- To pa.
- Pa.
Wyszłam przed bar i poczekałam na taksówkę.
- Chodź, zawiozę Cię. - usłyszałam męski głos.
Odwróciłam się i ujrzałam Hazzę, który wymachuje kluczykami od auta.
- Nie, poczekam sobie na taksówkę.
- Ale ja tu jestem, ty tu jesteś..- szepnął - Więc chyba nie robi ci to różnicy.
Zmarszczyłam brwi, a potem spojrzałam w jego stronę ze spokojem.
- Dobrze.
Wsiedliśmy do auta, a chłopak odpalił samochód i jechał naprzód.
- To...ty i Zayn chodzicie ?
Właściwie to sama nie znałam na to odpowiedzi. Bo całowaliśmy się dwa razy i prawie trzeci raz...
- Nie wiem - odparłam.
Zerknął na mnie.
- Ależ ty na niego lecisz.
- Nie lecę na Zayna - zaprotestowałam - Ale spotkałam go pierwszego i wsparł mnie no i wiesz..
Przybrałam zmieszany wyraz twarzy.
- Taa..
Odwróciłam się w stronę mojej szyby. Co mu w ogóle do tego ?
- Oj, no nie obrażaj się.
- Nie obrażam się !
Samochód stanął na jakimś odludziu.
- Co jest ? Czemu się zatrzymałeś ?- zareagowałam.
- To nie ja..- spojrzał na mnie przestraszony - Tylko samochód.
- Nie zatankowałeś ?
- Najwidoczniej. Ale było przecież pełno benzyny...
- Nie no..ja muszę jak najszybciej być u Beck'a. . . - panikowałam i wyszłam z samochodu. Harry podążył moimi śladami.
- Czyli przeanalizujmy fakty - powiedziałam - Jesteśmy na odludziu, a ty nie zatankowałeś, jest bardzo późny wieczór.
Wziął do ręki telefon i puścił ich najnowszą piosenkę Live While We're Young.
- Chcesz teraz słuchać muzyki ? !
- Wyluzuj trochę, Jules.
- Nie mogę się wyluzować w takich chwilach !
-----Perspektywa chłopców-----
Zadzwonił telefon Niall'a.
- Halo ? - odpowiedział z ustami pełnymi chipsów.
- Jesteśmy z Jules na jakimś odludziu, tam parę kilometrów od baru. Samochód nie ma benzyny , więc może poratujecie chłopcy?- usłyszał nerwowy głos przyjaciela.
- Już dobrze, zaraz będziemy - rozłączył się blondyn i zwrócił w stronę Shay i chłopaków - Jedziemy po Hazzę i Jules.
Wzięli swoje rzeczy i ruszyli w stronę wyjścia. Drzwi zagrodziła im jakaś dziewczyna o kruczoczarnych włosach i przejrzystych, błękitnych oczach. Przyjrzała się wściekłemu blondynowi.
On po raz kolejny na jej widok zdębiał.
- Roxy....
---------------
Możecie mnie za to zabić ;c
- Nikt tam nie idzie.
Westchnęłam i spojrzałam na zegarek.
- Chłopcy, ja już muszę iść.
Zrobili smutne oczka.
- Musisz?- powtórzył Harry.
Skinęłam głową.
- Tak, muszę zobaczyć co u Beck'a. Tata go przecież nie będzie cały czas trzymał u siebie. Musimy wrócić do domu.
Zayn prychnął.
- Och, proszę Cię. Co to za dom.
- Tak, a twój tata ma nazwisko Cobain, tak? - upewnił się Liam.
- No ...tak.
- A jak na imię ? - ciągnęła Shay.
- Curtis.
- Ty, to jest ten sławny producent muzyczny - ożywił się Payne.
- Tak, i co?
- I co?- powtórzyli zdumieni.
- Nie może ci kupić jakiegoś mieszkania albo coś albo zapytaj się czy możesz się do niego wprowadzić - przedstawił swoje myśli Harry.
- No, jutro do niego pójdę.
- Ja pójdę z tobą - oświadczył Louis.
- A to niby po co ?
Położył swoją rękę na sercu.
- Jako mentalne wsparcie.
- No dobrze...to możesz być u mnie jutro o...? - nie dokończyłam zdania.
- Mogę być o 10.00.
- Ok.
Nadstawili policzki więc ich w nie pocałowałam na pożegnanie. Zobaczyłam ponurą minę Zayna. Oplotłam rękami jego kar i złożyłam czuły pocałunek na jego ustach. Chłopcy wybałuszyli oczy, a Harry przegryzł nerwowo dolną wargę.
- To pa.
- Pa.
Wyszłam przed bar i poczekałam na taksówkę.
- Chodź, zawiozę Cię. - usłyszałam męski głos.
Odwróciłam się i ujrzałam Hazzę, który wymachuje kluczykami od auta.
- Nie, poczekam sobie na taksówkę.
- Ale ja tu jestem, ty tu jesteś..- szepnął - Więc chyba nie robi ci to różnicy.
Zmarszczyłam brwi, a potem spojrzałam w jego stronę ze spokojem.
- Dobrze.
Wsiedliśmy do auta, a chłopak odpalił samochód i jechał naprzód.
- To...ty i Zayn chodzicie ?
Właściwie to sama nie znałam na to odpowiedzi. Bo całowaliśmy się dwa razy i prawie trzeci raz...
- Nie wiem - odparłam.
Zerknął na mnie.
- Ależ ty na niego lecisz.
- Nie lecę na Zayna - zaprotestowałam - Ale spotkałam go pierwszego i wsparł mnie no i wiesz..
Przybrałam zmieszany wyraz twarzy.
- Taa..
Odwróciłam się w stronę mojej szyby. Co mu w ogóle do tego ?
- Oj, no nie obrażaj się.
- Nie obrażam się !
Samochód stanął na jakimś odludziu.
- Co jest ? Czemu się zatrzymałeś ?- zareagowałam.
- To nie ja..- spojrzał na mnie przestraszony - Tylko samochód.
- Nie zatankowałeś ?
- Najwidoczniej. Ale było przecież pełno benzyny...
- Nie no..ja muszę jak najszybciej być u Beck'a. . . - panikowałam i wyszłam z samochodu. Harry podążył moimi śladami.
- Czyli przeanalizujmy fakty - powiedziałam - Jesteśmy na odludziu, a ty nie zatankowałeś, jest bardzo późny wieczór.
Wziął do ręki telefon i puścił ich najnowszą piosenkę Live While We're Young.
- Chcesz teraz słuchać muzyki ? !
- Wyluzuj trochę, Jules.
- Nie mogę się wyluzować w takich chwilach !
-----Perspektywa chłopców-----
Zadzwonił telefon Niall'a.
- Halo ? - odpowiedział z ustami pełnymi chipsów.
- Jesteśmy z Jules na jakimś odludziu, tam parę kilometrów od baru. Samochód nie ma benzyny , więc może poratujecie chłopcy?- usłyszał nerwowy głos przyjaciela.
- Już dobrze, zaraz będziemy - rozłączył się blondyn i zwrócił w stronę Shay i chłopaków - Jedziemy po Hazzę i Jules.
Wzięli swoje rzeczy i ruszyli w stronę wyjścia. Drzwi zagrodziła im jakaś dziewczyna o kruczoczarnych włosach i przejrzystych, błękitnych oczach. Przyjrzała się wściekłemu blondynowi.
On po raz kolejny na jej widok zdębiał.
- Roxy....
---------------
Możecie mnie za to zabić ;c
piątek, 14 września 2012
Martyna !
W związku z nieoczekiwaną..zmianą planów Martyny, mojej przyjaciółki ( w opowiadaniu Shay ;p ) i że nie będzie mogła jutro wejść na tego bloga bo nie będzie jej CAŁY DZIEŃ . ... To jutro ma urodziny ! ! ! :D :D
Happy Birthday Kuwa To you!! Happy Birthday Kuwa To You!! Happy Birthday z okazji jutrzejszych urodzin, Happy Birthday kuwa to Youuu !! :D :D ♥♥♥♥
I teraz dedyk z filmikiem specjalnie dla cb. :D Mam nadzieję, że się polejesz ze śmiechu xDD Tak jak wtedy przy sklepiku :D :
http://www.youtube.com/watch?v=ssTnypLaSnM
Happy Birthday Kuwa To you!! Happy Birthday Kuwa To You!! Happy Birthday z okazji jutrzejszych urodzin, Happy Birthday kuwa to Youuu !! :D :D ♥♥♥♥
I teraz dedyk z filmikiem specjalnie dla cb. :D Mam nadzieję, że się polejesz ze śmiechu xDD Tak jak wtedy przy sklepiku :D :
http://www.youtube.com/watch?v=ssTnypLaSnM
środa, 12 września 2012
Rozdział 3 " Karaoke"
Pięciu chłopaków posyłało serdeczne uśmiechy w moją stronę. Z własnego przymusu odwzajemniłam uśmiech.
- No to ty nas już chyba znasz - zabrał głos Louis.
Prychnęłam.
- A kto by nie znał? Nastolatki za wami szaleją.
- Ty jesteś nastolatką - zauważył zgryźliwie Liam .
- Taak, jestem dzieckiem Nirvany - pokazałam mu język.
Harry się zdziwił.
- Słuchasz rock'a ?
Pokiwałam głową w potwierdzeniu.
- No to już mamy wspólną cechę.
- To co chciałabyś iść do baru ? - zapytał Zayn.
- Nie wypada mi iść.
Wbili we mnie tępe miny.
- Mój brat się dopiero co znalazł, a ja - jąkałam się - No mi nie wypada wychodzić z wami. To tylko wam zrujnuję reputację.
- Nie jesteś biedna, Jules. Nie jesteś jakimś menelem spod sklepu więc nie zrujnujesz nam reputacji - " pocieszył " mnie Harry.
Louis przytaknął : Właśnie.
Zmarszczyłam brwi.
- Jej..dzięki ?
- No, ale do baru chyba nie pójdziesz w sukience ? - zmierzył mnie od góry do dołu Zayn.
- To poczekajcie na mnie przed domem, pójdę się ubrać.
Zgodzili się, a ja pognałam przez drzwi domu.
Ciotka, George i matka nadal siedzieli i " rozmawiali". Nawet nie widzieli jak wbiegłam do domu.
Szybko założyłam na siebie ciuchy , uczesałam się i wybiegłam z powrotem do chłopców.
- Wow, świetnie wyglądasz- powiedzieli chórem.
Trochę się speszyłam bo nie każdy tak mówi.
- To co wsiadamy w samochód i do baru? Jest już blisko 20.00 - spojrzał na zegarek Niall.
- Harry- prowadzisz - dodał Liam.
Hazza uśmiechnął się i razem poszliśmy na parking, gdzie zaparkował samochód.
- A do jakiego baru jedziemy?- zapytałam niepewnie gdy zapinałam pas.
- Zobaczysz dziecinko - pogłaskał mnie po głowie Louis.
- Dlaczego dziecinko? - podniosłam brew.
- Bo jesteś moją dziecinką.
- Ledwo mnie znasz.
- Zayn opowiedział tyle ile trzeba.
Wychyliłam się do przodu do Zayna i Harry'ego.
- Dzięki ZAYN.
Zaśmiał się - Nie ma sprawy.
Harry przekręcił kluczyki i pojechaliśmy do baru.
* * *
W aucie cały czas się wygłupialiśmy, zapomniałam o moich domowych problemach, o matce i George'u.. Widocznie trochę czasu wystarczyło by dobrze się poznać.
Weszliśmy do spelunki. Stoliki, no bar, rzutki, bilard...i scena. Scena do karaoke. Przy barze siedziały dwie dziewczyny.
Jedna z nich wstała i podeszła do nas. Zmierzyła mnie i chłopaków wzrokiem.
- A co ty analizujesz nas do śledztwa czy co ?- zażartował z niej Lou.
Szturchnęła go w ramię i uśmiechnęła się.
- Chciałbyś, Tomlinson.
- Jules to jest Shannon. - przedstawił nas Liam.
- Hej, Jules. - wystawiła rękę.
Uścisnęłam ją.
- A poza tym, Liam - mówi się Shay. - poprawiła go.
On wziął ją pod ramię.
- Tak czy owak to jest moja najlepsza przyjaciółka.
Ona się wyszczerzyła i pokiwała twierdząco głową.
- A teraz na scenę zapraszamy Shay Lindt. - zapowiedział ktoś na scenie.
- Życzcie mi powodzenia - puściła do nas oczko i ruszyła pędem na scenę. Wzięła mikrofon, a z głośników zaczęła wybrzmiewać melodia do piosenki Rihanna- We found Love.
Usiedliśmy przy stoliku wieloosobowym prawie że przed sceną.
Wszyscy machali głowami, albo to zaczęli tańczyć na parkiecie.
- Wow, jest świetna - skomplementowałam.
- Co nie - powiedział Harry.
Słuchaliśmy całej jej piosenki. Gdy melodia ucichła, zabrała głos:
- A teraz chciałabym poprosić na scenę moją koleżankę: Jules !
Zamarłam. Przecież ja nie umiem śpiewać. ! Rozejrzałam się tępo po pomieszczeniu, a potem błagalnie na Zayna.
- Proszę, wyciągnij mnie z tego jakoś...- szepnęłam.
- Nie mogę, jak Shay się uprze to już nie ma ucieczki.
- Czekamy - powiedziała ponownie blondynka .
Wstałam i ostrożnie poszłam na scenę. Wręczyła mi drugi mikrofon.
- Zaśpiewasz piosenkę solo, potem zaśpiewamy razem - wyjaśniła.
- Nie, Shay ja nie umiem!
- Jaką piosenkę ci zagrać lala ? - odezwał się DJ, a Shay zeszła pod scenę.
- U-Use Somebody - Kings Of Leon - wydukałam.
W barze było sporo osób, a ja właśnie miałam zrobić z siebie pośmiewisko.
Leci melodia. Odśpiewałam pierwsze słowa. Śpiewałam dalej i raz co raz zerkałam na ludzi. Może to dziwnie zabrzmi, ale kopary opadły im w dół. Zerknęłam jeszcze na Shay- ona tylko bez słowa mi się przyglądała i machała głową w rytm.
Skończyłam i zaczęły się oklaski. Musiałam spalić buraka.
Potem zaśpiewałyśmy razem piosenkę Little Mix - Wings. Podzieliłyśmy się tak, że ja śpiewałam to co Perrie i Jade, a ona to co Jesy i Leigh-Anne.
Potem wróciłyśmy razem do stolika.
- I co było tak okropnie ? - zażartował Harry.
- Nie - pokazałam język.
- Posłuchaj..Jules możemy iść porozmawiać na zewnątrz?- zapytał nagle Zayn.
Nie wiedziałam o co mu może chodzić, ale zgodziłam się i wyszliśmy razem na zewnątrz.
Ustaliśmy naprzeciwko siebie.
Zamykał i otwierał usta, więc zaczęłam pierwsza.
- Zayn..nie bardzo mi się podoba, że rozpowiedziałeś o mojej sytuacji w domu..Mogłeś zatrzymać to dla siebie..- skarżyłam się mu i nagle stało się coś..czego nie spodziewałabym się po nim . Jego ręce trzymały mnie za ramiona, a usta spoczęły na moich. odwzajemniałam ten pełen czułości pocałunek. Oderwał się ode mnie i przegryzł dolną wargę.
- Widzisz kogoś kto by nam teraz przeszkodził ? - szepnął.
Nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Pokręciłam tępo głową na "Nie".
Uśmiechnął się i znowu ostrożnie się do mnie przybliżył. Czekałam. Patrzyłam na jego usta, by znowu znalazły się na moich. I stało się. Czułam bijące od niego ciepło, jego dłonie gładzące mnie po karku, ramionach..
Uśmiechnęliśmy się do siebie szczerze i wróciliśmy do lokalu. Zajęliśmy miejsca obok chłopaków i Shay. Niall nerwowo rozglądał się po pomieszczeniu.
- Chłopie, co ty się tak rozglądasz?- zapytał zirytowany Louis.
-----------------------
Tu już odbiegłam od tego " dramatyzmu" ;p I znowu - krótkie. Ale chodzi mi o to , by urywać w niektórych momentach i przez to wychodzi krótsze ;p Mam nadzieję, że nie jesteście źli za taką długość opowiadania :)
- No to ty nas już chyba znasz - zabrał głos Louis.
Prychnęłam.
- A kto by nie znał? Nastolatki za wami szaleją.
- Ty jesteś nastolatką - zauważył zgryźliwie Liam .
- Taak, jestem dzieckiem Nirvany - pokazałam mu język.
Harry się zdziwił.
- Słuchasz rock'a ?
Pokiwałam głową w potwierdzeniu.
- No to już mamy wspólną cechę.
- To co chciałabyś iść do baru ? - zapytał Zayn.
- Nie wypada mi iść.
Wbili we mnie tępe miny.
- Mój brat się dopiero co znalazł, a ja - jąkałam się - No mi nie wypada wychodzić z wami. To tylko wam zrujnuję reputację.
- Nie jesteś biedna, Jules. Nie jesteś jakimś menelem spod sklepu więc nie zrujnujesz nam reputacji - " pocieszył " mnie Harry.
Louis przytaknął : Właśnie.
Zmarszczyłam brwi.
- Jej..dzięki ?
- No, ale do baru chyba nie pójdziesz w sukience ? - zmierzył mnie od góry do dołu Zayn.
- To poczekajcie na mnie przed domem, pójdę się ubrać.
Zgodzili się, a ja pognałam przez drzwi domu.
Ciotka, George i matka nadal siedzieli i " rozmawiali". Nawet nie widzieli jak wbiegłam do domu.
Szybko założyłam na siebie ciuchy , uczesałam się i wybiegłam z powrotem do chłopców.
- Wow, świetnie wyglądasz- powiedzieli chórem.
Trochę się speszyłam bo nie każdy tak mówi.
- To co wsiadamy w samochód i do baru? Jest już blisko 20.00 - spojrzał na zegarek Niall.
- Harry- prowadzisz - dodał Liam.
Hazza uśmiechnął się i razem poszliśmy na parking, gdzie zaparkował samochód.
- A do jakiego baru jedziemy?- zapytałam niepewnie gdy zapinałam pas.
- Zobaczysz dziecinko - pogłaskał mnie po głowie Louis.
- Dlaczego dziecinko? - podniosłam brew.
- Bo jesteś moją dziecinką.
- Ledwo mnie znasz.
- Zayn opowiedział tyle ile trzeba.
Wychyliłam się do przodu do Zayna i Harry'ego.
- Dzięki ZAYN.
Zaśmiał się - Nie ma sprawy.
Harry przekręcił kluczyki i pojechaliśmy do baru.
* * *
W aucie cały czas się wygłupialiśmy, zapomniałam o moich domowych problemach, o matce i George'u.. Widocznie trochę czasu wystarczyło by dobrze się poznać.
Weszliśmy do spelunki. Stoliki, no bar, rzutki, bilard...i scena. Scena do karaoke. Przy barze siedziały dwie dziewczyny.
Jedna z nich wstała i podeszła do nas. Zmierzyła mnie i chłopaków wzrokiem.
- A co ty analizujesz nas do śledztwa czy co ?- zażartował z niej Lou.
Szturchnęła go w ramię i uśmiechnęła się.
- Chciałbyś, Tomlinson.
- Jules to jest Shannon. - przedstawił nas Liam.
- Hej, Jules. - wystawiła rękę.
Uścisnęłam ją.
- A poza tym, Liam - mówi się Shay. - poprawiła go.
On wziął ją pod ramię.
- Tak czy owak to jest moja najlepsza przyjaciółka.
Ona się wyszczerzyła i pokiwała twierdząco głową.
- A teraz na scenę zapraszamy Shay Lindt. - zapowiedział ktoś na scenie.
- Życzcie mi powodzenia - puściła do nas oczko i ruszyła pędem na scenę. Wzięła mikrofon, a z głośników zaczęła wybrzmiewać melodia do piosenki Rihanna- We found Love.
Usiedliśmy przy stoliku wieloosobowym prawie że przed sceną.
Wszyscy machali głowami, albo to zaczęli tańczyć na parkiecie.
- Wow, jest świetna - skomplementowałam.
- Co nie - powiedział Harry.
Słuchaliśmy całej jej piosenki. Gdy melodia ucichła, zabrała głos:
- A teraz chciałabym poprosić na scenę moją koleżankę: Jules !
Zamarłam. Przecież ja nie umiem śpiewać. ! Rozejrzałam się tępo po pomieszczeniu, a potem błagalnie na Zayna.
- Proszę, wyciągnij mnie z tego jakoś...- szepnęłam.
- Nie mogę, jak Shay się uprze to już nie ma ucieczki.
- Czekamy - powiedziała ponownie blondynka .
Wstałam i ostrożnie poszłam na scenę. Wręczyła mi drugi mikrofon.
- Zaśpiewasz piosenkę solo, potem zaśpiewamy razem - wyjaśniła.
- Nie, Shay ja nie umiem!
- Jaką piosenkę ci zagrać lala ? - odezwał się DJ, a Shay zeszła pod scenę.
- U-Use Somebody - Kings Of Leon - wydukałam.
W barze było sporo osób, a ja właśnie miałam zrobić z siebie pośmiewisko.
Leci melodia. Odśpiewałam pierwsze słowa. Śpiewałam dalej i raz co raz zerkałam na ludzi. Może to dziwnie zabrzmi, ale kopary opadły im w dół. Zerknęłam jeszcze na Shay- ona tylko bez słowa mi się przyglądała i machała głową w rytm.
Skończyłam i zaczęły się oklaski. Musiałam spalić buraka.
Potem zaśpiewałyśmy razem piosenkę Little Mix - Wings. Podzieliłyśmy się tak, że ja śpiewałam to co Perrie i Jade, a ona to co Jesy i Leigh-Anne.
Potem wróciłyśmy razem do stolika.
- I co było tak okropnie ? - zażartował Harry.
- Nie - pokazałam język.
- Posłuchaj..Jules możemy iść porozmawiać na zewnątrz?- zapytał nagle Zayn.
Nie wiedziałam o co mu może chodzić, ale zgodziłam się i wyszliśmy razem na zewnątrz.
Ustaliśmy naprzeciwko siebie.
Zamykał i otwierał usta, więc zaczęłam pierwsza.
- Zayn..nie bardzo mi się podoba, że rozpowiedziałeś o mojej sytuacji w domu..Mogłeś zatrzymać to dla siebie..- skarżyłam się mu i nagle stało się coś..czego nie spodziewałabym się po nim . Jego ręce trzymały mnie za ramiona, a usta spoczęły na moich. odwzajemniałam ten pełen czułości pocałunek. Oderwał się ode mnie i przegryzł dolną wargę.
- Widzisz kogoś kto by nam teraz przeszkodził ? - szepnął.
Nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Pokręciłam tępo głową na "Nie".
Uśmiechnął się i znowu ostrożnie się do mnie przybliżył. Czekałam. Patrzyłam na jego usta, by znowu znalazły się na moich. I stało się. Czułam bijące od niego ciepło, jego dłonie gładzące mnie po karku, ramionach..
Uśmiechnęliśmy się do siebie szczerze i wróciliśmy do lokalu. Zajęliśmy miejsca obok chłopaków i Shay. Niall nerwowo rozglądał się po pomieszczeniu.
- Chłopie, co ty się tak rozglądasz?- zapytał zirytowany Louis.
-----------------------
Tu już odbiegłam od tego " dramatyzmu" ;p I znowu - krótkie. Ale chodzi mi o to , by urywać w niektórych momentach i przez to wychodzi krótsze ;p Mam nadzieję, że nie jesteście źli za taką długość opowiadania :)
wtorek, 11 września 2012
Rozdział 2 " Znaleziony nie kradziony "
Otworzyłam oczy dość wcześnie. Przywitały mnie odgłosy krzyku i tłuczonych rzeczy. Świetnie, kolejne problemy. Niechętnie podniosłam się z łóżka i wolno jak ślimak podeszłam do szafy.
Ubrałam się , a włosy spięłam w luźny kok . Zeszłam na dół po schodach.
Zobaczyłam naprawdę dziwną scenkę.
Po pierwsze : Mój TATA. I tu rozpoczyna się część pierwsza pytań. Co on tu robi? Czemu w ogóle chciał tu przyjść? Rzecz druga : Tata i George wyraźnie się kłócili. I to naprawdę okropnie głośno i z wulgaryzmami. I ostatnie trzecie : Mama siedziała na kanapie ze spuszczoną głową, a pocieszała ją - ciotka Ester.
Wyłoniłam się zza rogu i wszyscy ucichli , wszystkie spojrzenia skierowane na mnie.
- O co tyle hałasu ?- zapytałam . Ojciec podszedł do mnie i wziął mnie za łokieć.
- Twoja nieodpowiedzialna matka " Zapodziała gdzieś Becka" - syknął rozwścieczony - A twój ojczym jej jak już słyszałaś broni i jeszcze się cieszy.
Serce utknęło mi w gardle.
- P-Przecież Londyn jest za wielki dla takiego chłopca ! - jęknęłam w końcu .
Tata tylko wzruszyła ramionami i ciężko westchnął.
- A co ciocia tutaj robi ? - zwróciłam się do kobiety w skórzanym , długim płaszczu i bogato zdobionym kapeluszu.
- Przyjechałam po prostu zobaczyć jak dajecie sobie radę. - tu przerwała i rozejrzała się po domu - Ale nienajlepsze wieści.
Przewróciłam oczami.
- Tato, Ciociu Ester poszukajcie razem Beck'a, ja poszukam go gdzie indziej.
Ciotka podniosła się z kanapy i razem z tatą wyszli w pośpiechu.
- A wy- wskazałam na matkę i Georga - Siedźcie sobie dalej i cieszcie te swoje mordy . - zmierzyłam ich gniewnym spojrzeniem.
Wyszłam i skręciłam w lewo. W głowie plątały mi się tysiące czarnych scenariuszy. Co jak ktoś go przejechał ? Jak się zgubił ? Przecież on ma 6 lat. Takie dziecko może się pałętać wszędzie. Nawet nie zauważyłam rowerzysty, prawie bym na niego wpadła.
- Panienka, to niech lepiej chodzi ostrożniej, a nie taka zamyślona- marudził pod nosem , gdy odjechał kawałek ode mnie.
Zignorowałam to. Teraz martwił mnie Beck, a nie jakiś staruszek.
- Niezłe nogi - usłyszałam męski głos.
Ocknęłam się z zamyślenia.
- Przepraszam, co ?
Zaśmiał się i ugryzł kawałek jabłka.
- Mówię, że masz zgrabne nogi.
- Tak ? Dzięki, ale wiesz nie mam czasu..
Zignorował moją odpowiedź i wyciągnął do mnie rękę.
- Harry Styles.
Normalnie nawet byłabym szczęśliwa, czemu nie ale teraz po prostu nie miałam na to ochoty. Nie dzisiaj. Nie w tej chwili.
- Jules Cobain - przedstawiłam się pośpiesznie.
- A..ty jesteś tą dziewczyną, w której Zayn się zako..
Spojrzałam na niego z podniesioną brwią.
- O której opowiadał.
- Posłuchaj, Harry ja chętnie bym pogadała, ale brat mi właśnie zaginął !
- O..poszukać go z tobą? - zmartwił się.
- Jeśli masz czas.
Najpierw poszliśmy do baru z fast foodami . Nie było go. Potem park i kolejno zakamarki Londynu.
Szukaliśmy naprawdę długo. Zobaczyliśmy jakąś ławeczkę, więc Harry wziął mnie za łokieć i zaprowadził mnie do ławki . Miałam podkrążone oczy, byłam nienaturalnie blada i po prostu opadałam z sił. Usiedliśmy na ławeczce i ukryłam twarz w dłoniach.
- Co jeszcze mnie spotka?
Westchnął ciężko .
- Mnie nie pytaj.
Spuściłam wzrok na buty. Czułam, że powoli słabnę. Z przemęczenia, ogólnie za dużo się działo...
Uniósł mój podbródek i spojrzał mi w oczy.
- Nie, proszę cię - odsunęłam jego ręce z mojej twarzy. Wystarczyła mi ta sama sytuacja by niemal pocałować Zayna. Nie chciałam tego powtarzać, nie W TYM MOMENCIE.
- Dobra..- odbiegł od niezręcznej sytuacji - Przeszukaliśmy chyba cały Londyn...
- To na nic ! - odparłam zrezygnowana. Jego zielone oczy znowu przeniosły się na mnie z wyraźnym zmartwieniem.
- Zayn mówił nam wszystkim co panuje u ciebie w domu..
Dobra. Potrzebuję całego One Direction do współczucia. Po co mam zadręczać innych swoimi problemami ? Mam własne życie, zresztą jak oni sami. Może dowie się o tym cała Wielka Brytania ? No, ale w takich sprawach na pewno ciężko trzymać język za zębami.
Zobaczyliśmy przed nami chłopca. Chłopca, który do złudzenia przypominał Becka. Tak, to był Beck. Zerwałam się z ławki, a Harry ze mną. Pokazywał w biegu palcem przed siebie.
- To ten twój brat.
- Skinęłam głową.
Podbiegłam do chłopczyka , przykucnęłam i przytuliłam go z całych sił.
- Beck, boże..nic ci nie jest?- przejechałam ręką gorączkowo po jego czole.
- Jules ..- powiedział ledwo przytomnym głosem.
- Tak ?
- Z-zimno mi..źle się czuję.
- Zaprowadzić cię do taty ?
Skinął głową w potwierdzeniu . Szliśmy do domu z powrotem.
- To twój chłopak?- zapytał Beck patrząc na Hazzę, który na to pytanie uśmiechnął się pod nosem. Spojrzał na mnie , bezczelnie się uśmiechnął i jeszcze podniósł brew.
- Jestem?
Wywróciłam oczami.
- Niee - przeciągnęłam.
Odprowadziłam go do samochodu taty, który zabrał go do ciepłego domu, w którym mógł odpocząć.
- To..wracasz do domu?
Spiorunowałam Styles'a wzrokiem.
- No ciebie chyba pogięło.
Zaśmiał się.
- Chodźmy po chłopaków i może do jakiegoś baru?- zaproponował odważnie.
Położyłam rękę na klatce piersiowej.
- O boże !- udawałam przejętą - Ja ? Z takiej rodziny mam iść z chłopakami z One Direction? Nie jestem godna.
- Jesteś, jesteś.
- No właśnie - odezwał się głos za moimi plecami. Obróciłam się i zobaczyłam Zayna, Louisa, Liama i Nialla.
----------------------------
Dobrze..jedno muszę przyznać...SKIEPŚCIŁAM TO OPOWIADANIE NA CAŁEJ LINII.
Nie chciałam już przedłużać z opublikowaniem, więc napisałam dzisiaj tyle ile dałam radę ;c Wybaczcie, że takie krótkie i nudne :(
Ubrałam się , a włosy spięłam w luźny kok . Zeszłam na dół po schodach.
Zobaczyłam naprawdę dziwną scenkę.
Po pierwsze : Mój TATA. I tu rozpoczyna się część pierwsza pytań. Co on tu robi? Czemu w ogóle chciał tu przyjść? Rzecz druga : Tata i George wyraźnie się kłócili. I to naprawdę okropnie głośno i z wulgaryzmami. I ostatnie trzecie : Mama siedziała na kanapie ze spuszczoną głową, a pocieszała ją - ciotka Ester.
Wyłoniłam się zza rogu i wszyscy ucichli , wszystkie spojrzenia skierowane na mnie.
- O co tyle hałasu ?- zapytałam . Ojciec podszedł do mnie i wziął mnie za łokieć.
- Twoja nieodpowiedzialna matka " Zapodziała gdzieś Becka" - syknął rozwścieczony - A twój ojczym jej jak już słyszałaś broni i jeszcze się cieszy.
Serce utknęło mi w gardle.
- P-Przecież Londyn jest za wielki dla takiego chłopca ! - jęknęłam w końcu .
Tata tylko wzruszyła ramionami i ciężko westchnął.
- A co ciocia tutaj robi ? - zwróciłam się do kobiety w skórzanym , długim płaszczu i bogato zdobionym kapeluszu.
- Przyjechałam po prostu zobaczyć jak dajecie sobie radę. - tu przerwała i rozejrzała się po domu - Ale nienajlepsze wieści.
Przewróciłam oczami.
- Tato, Ciociu Ester poszukajcie razem Beck'a, ja poszukam go gdzie indziej.
Ciotka podniosła się z kanapy i razem z tatą wyszli w pośpiechu.
- A wy- wskazałam na matkę i Georga - Siedźcie sobie dalej i cieszcie te swoje mordy . - zmierzyłam ich gniewnym spojrzeniem.
Wyszłam i skręciłam w lewo. W głowie plątały mi się tysiące czarnych scenariuszy. Co jak ktoś go przejechał ? Jak się zgubił ? Przecież on ma 6 lat. Takie dziecko może się pałętać wszędzie. Nawet nie zauważyłam rowerzysty, prawie bym na niego wpadła.
- Panienka, to niech lepiej chodzi ostrożniej, a nie taka zamyślona- marudził pod nosem , gdy odjechał kawałek ode mnie.
Zignorowałam to. Teraz martwił mnie Beck, a nie jakiś staruszek.
- Niezłe nogi - usłyszałam męski głos.
Ocknęłam się z zamyślenia.
- Przepraszam, co ?
Zaśmiał się i ugryzł kawałek jabłka.
- Mówię, że masz zgrabne nogi.
- Tak ? Dzięki, ale wiesz nie mam czasu..
Zignorował moją odpowiedź i wyciągnął do mnie rękę.
- Harry Styles.
Normalnie nawet byłabym szczęśliwa, czemu nie ale teraz po prostu nie miałam na to ochoty. Nie dzisiaj. Nie w tej chwili.
- Jules Cobain - przedstawiłam się pośpiesznie.
- A..ty jesteś tą dziewczyną, w której Zayn się zako..
Spojrzałam na niego z podniesioną brwią.
- O której opowiadał.
- Posłuchaj, Harry ja chętnie bym pogadała, ale brat mi właśnie zaginął !
- O..poszukać go z tobą? - zmartwił się.
- Jeśli masz czas.
Najpierw poszliśmy do baru z fast foodami . Nie było go. Potem park i kolejno zakamarki Londynu.
Szukaliśmy naprawdę długo. Zobaczyliśmy jakąś ławeczkę, więc Harry wziął mnie za łokieć i zaprowadził mnie do ławki . Miałam podkrążone oczy, byłam nienaturalnie blada i po prostu opadałam z sił. Usiedliśmy na ławeczce i ukryłam twarz w dłoniach.
- Co jeszcze mnie spotka?
Westchnął ciężko .
- Mnie nie pytaj.
Spuściłam wzrok na buty. Czułam, że powoli słabnę. Z przemęczenia, ogólnie za dużo się działo...
Uniósł mój podbródek i spojrzał mi w oczy.
- Nie, proszę cię - odsunęłam jego ręce z mojej twarzy. Wystarczyła mi ta sama sytuacja by niemal pocałować Zayna. Nie chciałam tego powtarzać, nie W TYM MOMENCIE.
- Dobra..- odbiegł od niezręcznej sytuacji - Przeszukaliśmy chyba cały Londyn...
- To na nic ! - odparłam zrezygnowana. Jego zielone oczy znowu przeniosły się na mnie z wyraźnym zmartwieniem.
- Zayn mówił nam wszystkim co panuje u ciebie w domu..
Dobra. Potrzebuję całego One Direction do współczucia. Po co mam zadręczać innych swoimi problemami ? Mam własne życie, zresztą jak oni sami. Może dowie się o tym cała Wielka Brytania ? No, ale w takich sprawach na pewno ciężko trzymać język za zębami.
Zobaczyliśmy przed nami chłopca. Chłopca, który do złudzenia przypominał Becka. Tak, to był Beck. Zerwałam się z ławki, a Harry ze mną. Pokazywał w biegu palcem przed siebie.
- To ten twój brat.
- Skinęłam głową.
Podbiegłam do chłopczyka , przykucnęłam i przytuliłam go z całych sił.
- Beck, boże..nic ci nie jest?- przejechałam ręką gorączkowo po jego czole.
- Jules ..- powiedział ledwo przytomnym głosem.
- Tak ?
- Z-zimno mi..źle się czuję.
- Zaprowadzić cię do taty ?
Skinął głową w potwierdzeniu . Szliśmy do domu z powrotem.
- To twój chłopak?- zapytał Beck patrząc na Hazzę, który na to pytanie uśmiechnął się pod nosem. Spojrzał na mnie , bezczelnie się uśmiechnął i jeszcze podniósł brew.
- Jestem?
Wywróciłam oczami.
- Niee - przeciągnęłam.
Odprowadziłam go do samochodu taty, który zabrał go do ciepłego domu, w którym mógł odpocząć.
- To..wracasz do domu?
Spiorunowałam Styles'a wzrokiem.
- No ciebie chyba pogięło.
Zaśmiał się.
- Chodźmy po chłopaków i może do jakiegoś baru?- zaproponował odważnie.
Położyłam rękę na klatce piersiowej.
- O boże !- udawałam przejętą - Ja ? Z takiej rodziny mam iść z chłopakami z One Direction? Nie jestem godna.
- Jesteś, jesteś.
- No właśnie - odezwał się głos za moimi plecami. Obróciłam się i zobaczyłam Zayna, Louisa, Liama i Nialla.
----------------------------
Dobrze..jedno muszę przyznać...SKIEPŚCIŁAM TO OPOWIADANIE NA CAŁEJ LINII.
Nie chciałam już przedłużać z opublikowaniem, więc napisałam dzisiaj tyle ile dałam radę ;c Wybaczcie, że takie krótkie i nudne :(
Moja playlista ^ ^
Ok , no więc pokażę teraz na blogu piosenki , które często słucham jak piszę. I nie - nie jest to One Direction, bo przez nich o dziwo nie mogę się skoncentrować :D
1. Ta piosenka jest moją faworytką ! Uwielbiam ją już od dawna i nigdy mi się nie znudzi.
Kocham Little Mix <33
http://www.youtube.com/watch?v=cOQDsmEqVt8
2. I znowu Little Mix. ;p Tylko, że We are Young - ich cover tej piosenki.
http://www.youtube.com/watch?v=ZFBDD4xx31k
3. Christina Grimmie- Liar, Liar. Piszę przy niej te " wzruszające " momenty.
http://www.youtube.com/watch?v=EPM5dhwHw6o
4. Christina Grimmie - Advice.
http://www.youtube.com/watch?v=LdI13Ze8PzM&feature=related
5. Kings of leon - Use Somebody
http://www.youtube.com/watch?v=MRgFeZa_I48
6. The Pretty Reckless - Make me wanna die
http://www.youtube.com/watch?v=txBfhpm1jI0
7. The Pretty Reckless- Just Tonight
http://www.youtube.com/watch?v=Y7VGOnV2QhU
8. Nickelback - Lullaby
http://www.youtube.com/watch?v=4OjiOn5s8s8
9. Nirvana- Smells like teen spirit.
http://www.youtube.com/watch?v=zYxkezUr8MQ
Dziewięć tych głównych piosenek :p :p <3
1. Ta piosenka jest moją faworytką ! Uwielbiam ją już od dawna i nigdy mi się nie znudzi.
Kocham Little Mix <33
2. I znowu Little Mix. ;p Tylko, że We are Young - ich cover tej piosenki.
http://www.youtube.com/watch?v=ZFBDD4xx31k
3. Christina Grimmie- Liar, Liar. Piszę przy niej te " wzruszające " momenty.
http://www.youtube.com/watch?v=EPM5dhwHw6o
4. Christina Grimmie - Advice.
http://www.youtube.com/watch?v=LdI13Ze8PzM&feature=related
5. Kings of leon - Use Somebody
http://www.youtube.com/watch?v=MRgFeZa_I48
6. The Pretty Reckless - Make me wanna die
http://www.youtube.com/watch?v=txBfhpm1jI0
7. The Pretty Reckless- Just Tonight
http://www.youtube.com/watch?v=Y7VGOnV2QhU
8. Nickelback - Lullaby
http://www.youtube.com/watch?v=4OjiOn5s8s8
9. Nirvana- Smells like teen spirit.
http://www.youtube.com/watch?v=zYxkezUr8MQ
Dziewięć tych głównych piosenek :p :p <3
sobota, 8 września 2012
Rozdział 1 " Wybawca"
- Jest głupim bachorem, nie musimy się nią przejmować!- słyszałam przez uchylone drzwi krzyki Georg'a. Matka oczywiście nie protestowała. Nie robiła nic w mojej obronie. Miała mnie głęboko w dupie albo nawet jeszcze głębiej. Beck spał u siebie w pokoju więc na szczęście nie słyszał wyzwisk na jego temat.
Chciałam usłyszeć kolejne bzdury na swój temat z ich ust więc ostrożnie i cicho zeszłam parę schodków w dół i jakoś udało mi się ukryć poza zasięgiem ich wzroku. Piękny obrazek. Dwoje ćpunów i oczywiście wódka w ręku. Popatrzyłam na to wszystko pogardliwie i słuchałam jak mówią, że jestem szmatą, gówniarą, bachorem....
- Jutro wyrzucimy ją z domu, nie będzie mi się tu pałętała ta s*ka. - odparła zdecydowanie matka i popiła kolejnego dużego łyka ze szklanej butelki. Te słowa zabolały mnie najbardziej. Teraz chciałam po prostu wyjść z domu i nie oglądać ich już nigdy więcej. Chciałam też podejść, spojrzeć prosto w oczy , spoliczkować i po prostu zalać się płaczem. Zeszłam na dół i zaczęłam zakładać na nogi swoje conversy.
- Gdzie znowu leziesz ?- zapytała pogardliwie matka mierząc mnie wzrokiem.
- Lydia, zostaw lepiej tą gówniarę. Niech se łazi gdzie chce. Będziemy mieć ją z głowy - doradzał George.
Kobieta tylko skinęła głową i jeszcze wypchnęła mnie za drzwi. Zamknęła mi je przed nosem. Westchnęłam i po prostu brnęłam na przód. Londyn powoli otaczały ciemne chmury, które zapowiadały deszcz same w sobie. W oddali można było spostrzec wyłaniającą się mgłę, a wiatr gorączkowo otulał moje włosy i twarz, uderzając zimnem w moją skórę. Poczułam, że chcę się odprężyć, zapomnieć o wszystkim. Podeszłam do jakiegoś przypadkowego chłopaka.
- Hej, masz może ogień ?
Wyjął z kieszeni zapalniczkę, a potem paczkę papierosów, którymi pomachał mi lekko przed nosem.
- Myślę, że te cuda też ci się przydadzą.
Westchnęłam, ale chciałam wymazać z pamięci połowę tego dnia. Wyjęłam jednego papierosa i zapaliłam.
Złożyło się, że szliśmy ramię w ramię we dwoje tam gdzie wiatr poniesie.
- Nie wyglądasz mi na niegrzeczną - skomentował z podejrzliwym uśmiechem, ale potem tylko się roześmiał .
Zerknęłam na niego kątem oka.
- Pozory mylą.
I ponownie uśmiechnął się w moją stronę.
- Zayn Malik - przedstawił się nie odrywając wzroku od jakiegoś punktu przed nami.
- Jules Cobain .
Spojrzał na mnie , a oczy mu błyszczały.
- Jak wokalista Nirvany ?
Zaśmiałam się krótko.
- Tak..A ty jesteś z zespołu One Direction, prawda?
Przytaknął. - Jesteś interesująca.
Wlepiłam w niego zdumione spojrzenie.
- Niby czemu?
- Bo nie wrzeszczysz- parsknął.
- Ja lubię waszą muzykę..ale jestem trochę bardziej zżyta z rock'em. - wyjaśniłam nieśmiało. Popatrzył na mnie ponownie i tajemniczy uśmiech zagościł na jego twarzy. - Znaczy lubię was, jesteście przystojni, nie powiem nie i fajnie gracie, po prostu dorastałam przy rock'u . - dodałam pośpiesznie.
- Spokojnie Jules- uspokoił widząc jak się rozpędziłam.
- A..i dzięki Zayn.
- Za co?
- Za papierosy. Normalnie nie palę, ale z nerwów po prostu muszę. Tak czy owak jesteś moim wybawcą - puściłam mu oczko.
- A co się stało?
Opowiedziałam mu całą historię jaka panuje u mnie w domu.
- Nie może być tak źle- poklepał mnie po ramieniu.
Spuściłam wzrok na buty.
- Ale jest. Naprawdę.
Dochodziliśmy już z powrotem do mojego domu. Przez drzwi już było słychać głośne przekleństwa.
Zayn stał ze mną przed domem i zmieszany przysłuchiwał się całej sytuacji i jednocześnie patrzył na mnie w milczeniu.
- Teraz mi wierzysz?- zapytałam.
Przyjrzał mi się z niedowierzaniem.
- Naprawdę współczuję..
Pożegnał się ze mną i chciał już iść.
- Właściwie to może chcesz wpaść?- zatrzymałam go.
- Jeśli chcesz...ok.
Weszliśmy do domu, a matka i George zatrzymali Zayna gdy chciał iść ze mną na górę.
- Co chłopaczka se przywlekłaś ?- zakpił George.
- Wypier*alaj - pogoniła Zayna Lydia.
- Lepiej wypieprzajcie mi z drogi, bo będę musiał użyć przemocy, a nie robię tego ludziom w średnim wieku - syknął Zayn.
Cieszyłam się, że tak powiedział. Bo widziałam po ich oczach, że są lekko przestraszeni. No przynajmniej po oczach matki.
George tylko zmierzył go gniewnym wzrokiem. Zayn nie pozostał obojętny i obdarował go tym samym.
Weszliśmy na górę do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi i przekręciłam kluczyk, a wtedy Zayn podejrzliwie się na mnie spojrzał, i można było zobaczyć na jego twarzy cwaniacki uśmieszek.
- To po to, by się tutaj nie pojawiali i nie robili afery.
- Rozumiem, ale bosz..
- Co?
- Oni są chorzy psychicznie.
Spuściłam wzrok.
- Moja matka kiedyś taka nie była. Potem zaczęła kręcić z George'm kiedy była jeszcze z tatą i stała się właśnie taka jak dzisiaj.
Usiadłam obok niego na łóżku i nie wiedzieć dlaczego , na moich policzkach poczułam kropelki łez.
Objął mnie ramieniem i spojrzał na mnie troskliwie.
- Ej, co jest?
Spojrzałam na niego czerwonymi, załzawionymi oczami.
- Oni mnie chcą wyrzucić na ulicę.- powiedziałam łamiącym się głosem. - Ja już tak nie mogę.
- Nie bój się, coś z tym zrobię.
- A co ty możesz?
Wyczuł w moim głosie nutę niedowierzania.
- Zobaczysz, coś załatwię.
Chwyciłam za pilota od wieży i puściłam Mohombi- In Your head. Spojrzałam w czekoladowe oczy Malika i pozwoliłam sobie w nich utonąć. Poczułam jego zimną dłoń na moim policzku, a drugą na moim karku. Zerkał na mnie raz po raz niepewnie, ale jednak próbując się ostrożnie do mnie zbliżyć. W taki sam sposób zachowywałam się ja. Gdy nasze usta dzieliły milimetry, dotknął swoją dolną wargą mojej górnej wargi. Przerwało nam pukanie do drzwi. Odskoczyłam od niego i speszyłam się.
- Otworzę...
Skinął głową.
Chciałam usłyszeć kolejne bzdury na swój temat z ich ust więc ostrożnie i cicho zeszłam parę schodków w dół i jakoś udało mi się ukryć poza zasięgiem ich wzroku. Piękny obrazek. Dwoje ćpunów i oczywiście wódka w ręku. Popatrzyłam na to wszystko pogardliwie i słuchałam jak mówią, że jestem szmatą, gówniarą, bachorem....
- Jutro wyrzucimy ją z domu, nie będzie mi się tu pałętała ta s*ka. - odparła zdecydowanie matka i popiła kolejnego dużego łyka ze szklanej butelki. Te słowa zabolały mnie najbardziej. Teraz chciałam po prostu wyjść z domu i nie oglądać ich już nigdy więcej. Chciałam też podejść, spojrzeć prosto w oczy , spoliczkować i po prostu zalać się płaczem. Zeszłam na dół i zaczęłam zakładać na nogi swoje conversy.
- Gdzie znowu leziesz ?- zapytała pogardliwie matka mierząc mnie wzrokiem.
- Lydia, zostaw lepiej tą gówniarę. Niech se łazi gdzie chce. Będziemy mieć ją z głowy - doradzał George.
Kobieta tylko skinęła głową i jeszcze wypchnęła mnie za drzwi. Zamknęła mi je przed nosem. Westchnęłam i po prostu brnęłam na przód. Londyn powoli otaczały ciemne chmury, które zapowiadały deszcz same w sobie. W oddali można było spostrzec wyłaniającą się mgłę, a wiatr gorączkowo otulał moje włosy i twarz, uderzając zimnem w moją skórę. Poczułam, że chcę się odprężyć, zapomnieć o wszystkim. Podeszłam do jakiegoś przypadkowego chłopaka.
- Hej, masz może ogień ?
Wyjął z kieszeni zapalniczkę, a potem paczkę papierosów, którymi pomachał mi lekko przed nosem.
- Myślę, że te cuda też ci się przydadzą.
Westchnęłam, ale chciałam wymazać z pamięci połowę tego dnia. Wyjęłam jednego papierosa i zapaliłam.
Złożyło się, że szliśmy ramię w ramię we dwoje tam gdzie wiatr poniesie.
- Nie wyglądasz mi na niegrzeczną - skomentował z podejrzliwym uśmiechem, ale potem tylko się roześmiał .
Zerknęłam na niego kątem oka.
- Pozory mylą.
I ponownie uśmiechnął się w moją stronę.
- Zayn Malik - przedstawił się nie odrywając wzroku od jakiegoś punktu przed nami.
- Jules Cobain .
Spojrzał na mnie , a oczy mu błyszczały.
- Jak wokalista Nirvany ?
Zaśmiałam się krótko.
- Tak..A ty jesteś z zespołu One Direction, prawda?
Przytaknął. - Jesteś interesująca.
Wlepiłam w niego zdumione spojrzenie.
- Niby czemu?
- Bo nie wrzeszczysz- parsknął.
- Ja lubię waszą muzykę..ale jestem trochę bardziej zżyta z rock'em. - wyjaśniłam nieśmiało. Popatrzył na mnie ponownie i tajemniczy uśmiech zagościł na jego twarzy. - Znaczy lubię was, jesteście przystojni, nie powiem nie i fajnie gracie, po prostu dorastałam przy rock'u . - dodałam pośpiesznie.
- Spokojnie Jules- uspokoił widząc jak się rozpędziłam.
- A..i dzięki Zayn.
- Za co?
- Za papierosy. Normalnie nie palę, ale z nerwów po prostu muszę. Tak czy owak jesteś moim wybawcą - puściłam mu oczko.
- A co się stało?
Opowiedziałam mu całą historię jaka panuje u mnie w domu.
- Nie może być tak źle- poklepał mnie po ramieniu.
Spuściłam wzrok na buty.
- Ale jest. Naprawdę.
Dochodziliśmy już z powrotem do mojego domu. Przez drzwi już było słychać głośne przekleństwa.
Zayn stał ze mną przed domem i zmieszany przysłuchiwał się całej sytuacji i jednocześnie patrzył na mnie w milczeniu.
- Teraz mi wierzysz?- zapytałam.
Przyjrzał mi się z niedowierzaniem.
- Naprawdę współczuję..
Pożegnał się ze mną i chciał już iść.
- Właściwie to może chcesz wpaść?- zatrzymałam go.
- Jeśli chcesz...ok.
Weszliśmy do domu, a matka i George zatrzymali Zayna gdy chciał iść ze mną na górę.
- Co chłopaczka se przywlekłaś ?- zakpił George.
- Wypier*alaj - pogoniła Zayna Lydia.
- Lepiej wypieprzajcie mi z drogi, bo będę musiał użyć przemocy, a nie robię tego ludziom w średnim wieku - syknął Zayn.
Cieszyłam się, że tak powiedział. Bo widziałam po ich oczach, że są lekko przestraszeni. No przynajmniej po oczach matki.
George tylko zmierzył go gniewnym wzrokiem. Zayn nie pozostał obojętny i obdarował go tym samym.
Weszliśmy na górę do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi i przekręciłam kluczyk, a wtedy Zayn podejrzliwie się na mnie spojrzał, i można było zobaczyć na jego twarzy cwaniacki uśmieszek.
- To po to, by się tutaj nie pojawiali i nie robili afery.
- Rozumiem, ale bosz..
- Co?
- Oni są chorzy psychicznie.
Spuściłam wzrok.
- Moja matka kiedyś taka nie była. Potem zaczęła kręcić z George'm kiedy była jeszcze z tatą i stała się właśnie taka jak dzisiaj.
Usiadłam obok niego na łóżku i nie wiedzieć dlaczego , na moich policzkach poczułam kropelki łez.
Objął mnie ramieniem i spojrzał na mnie troskliwie.
- Ej, co jest?
Spojrzałam na niego czerwonymi, załzawionymi oczami.
- Oni mnie chcą wyrzucić na ulicę.- powiedziałam łamiącym się głosem. - Ja już tak nie mogę.
- Nie bój się, coś z tym zrobię.
- A co ty możesz?
Wyczuł w moim głosie nutę niedowierzania.
- Zobaczysz, coś załatwię.
Chwyciłam za pilota od wieży i puściłam Mohombi- In Your head. Spojrzałam w czekoladowe oczy Malika i pozwoliłam sobie w nich utonąć. Poczułam jego zimną dłoń na moim policzku, a drugą na moim karku. Zerkał na mnie raz po raz niepewnie, ale jednak próbując się ostrożnie do mnie zbliżyć. W taki sam sposób zachowywałam się ja. Gdy nasze usta dzieliły milimetry, dotknął swoją dolną wargą mojej górnej wargi. Przerwało nam pukanie do drzwi. Odskoczyłam od niego i speszyłam się.
- Otworzę...
Skinął głową.
----Perspektywa Zayn'a ----
Wodziłem za nią wzrokiem . Od naszej rozmowy chciałem poznać smak jej ust, dotknąć jej twarzy.. objąć ją. Gdy przerwaliśmy poczułem rozczarowanie. Podeszła do drzwi i przekręciła kluczyk w drugą stronę. W progu stał mały chłopczyk z blond potarganą czupryną i smutnymi oczyma. W rękach trzymał lekko poprutego pluszowego misia. Brat i siostra. Zatopiłem w nich spojrzenie. Sam mam młodsze rodzeństwo, ale oni byli tacy smutni. Poszkodowani..Zapatrzony w ten obrazek tak naprawdę zastanawiałem się co mogę zrobić by chociaż trochę im pomóc.
- Zayn, to mój młodszy brat Beck. - ocknąłem się na dźwięk jej głosu.
Wyciągnąłem do niego rękę i promiennie się uśmiechnąłem.
- Cześć, Beck. Chcesz się w coś pobawić?
- Ale ja nie mam zabawek - spuścił wzrok. Spojrzałem na równie smutną i zatroskaną Jules.
- Poważnie? - szepnąłem.
Skinęła głową.
- Nie martw się mały - potargałem mu włosy - Coś się wymyśli.
Usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy grać w jakieś gry.
Po dwóch godzinach zrobiło się późno, więc wstałem z dywanu i wręczyłem Jules karteczkę.
Rozwinęła - Twój numer?
- Dzwoń, jakbyś czegoś potrzebowała. Jestem do usług - uśmiechnąłem się.
- Tak, oczywiście. Dziękuję.
- Ja i chłopcy chętnie ci pomożemy..
- Nie powinniście się w to mieszać, a poza tym chcę tylko by mój brat miał dobre życie, ja nie muszę.
- Obydwoje musicie.- poprawiłem ją.
-------------------------
No więc jest rozdział 1..dziwne, myślałam tak długo a wyszło tak krótko :D No, ale mam nadzieję, że mimo długości opowiadania się spodoba :) Hope You like it xxx.
piątek, 7 września 2012
Prolog
------ Prolog-------
- Jules, czy mogłabyś mi skoczyć po piwo ?
Zbiegłam na dół po schodach i spojrzałam zirytowana na ojczyma.
- Nie będę Ci usługiwać. - oznajmiłam mu przez zaciśnięte zęby.
- Ależ jestem twoim ojcem, musisz iść po piwo, ale już.
- Nie jesteś moim ojcem!!! Mój tata rozstał się z moją matką, bo nadużywała alkoholu. I to ty doprowadziłeś do takiego stanu !- wygarnęłam mu, a on podniósł tyłek z fotela.
- Nie waż się mnie o to oskarżać! Alkohol był wyborem tylko twojej matki - syknął.
Mierzyłam go gniewnym spojrzeniem.
- Ach tak ? Spójrz na siebie, George. Jesteście teraz identyczni.
Do pokoju wkroczyła matka.
- Lydio, twoja córka jest wobec mnie niegrzeczna i nieposłuszna - naskarżył od razu.
Spojrzałam na nich obok siebie jeszcze raz. Pijana ona, pijany on. Moja matka stała się teraz agresywna, identycznie jak jej chłoptaś. Paliła, brała narkotyki, kradła, piła...wstyd mi było przed samą sobą, że mam taką matkę. Jakieś nieprzyjemne uczucie zaszło w całym moim ciele. Niechęć do nich, odraza.. i co najważniejsze - gniew. Przełknęłam ślinę, gdy stali i wpatrywali się we mnie z pogardą w milczeniu.
- Wstyd mi za ciebie - odparła sucho matka.
Nie wytrzymałam, myślałam, że wybuchnę i rozsadzi mnie po całości.
- Popatrz na siebie! Ja cię już nawet nie poznaję! Nie dziwię się, że tata cię zostawił!! Ja na jego miejscu zrobiłabym dokładnie to samo.- wykrzyczałam.
- Jesteś zwykłą s*ką - powiedziała rozwścieczona.
Zabolało mnie to. Z ust własnej matki. Może alkoholiczki, ale jednak matki.
- Nie! Popatrzcie tylko - jesteście razem na samym dnie. Brzydzę się was. Mam dość!- z moich oczu powoli ciekły łzy, więc pobiegłam na górę . Za mną wyrwał się jeszcze George, ale zamknęłam w porę pokój na klucz.
Oparłam się plecami i łóżko i zalałam się słonymi łzami. Gdy wrzaski i uporczywe pukanie do drzwi ucichły, otworzyłam z powrotem pokój. Wróciłam na swoje miejsce i ukryłam twarz w dłoniach. Czemu musiało mi się to przytrafić. Dlaczego tata nie wrócił? Dlaczego matka wkręciła się w to wszystko..moje myśli błądziły tylko po tym temacie. Do pokoju wszedł cichutko mój 6 letni braciszek , Beck. Usiadł obok mnie, więc otarłam łzy i spojrzałam na niego.
- Przykro mi, że to słyszałeś. - rzuciłam cicho.
- Nie płacz..proszę. - uprosił mnie swoim delikatnym, cichym głosikiem. Krajało mi się serce na myśl o tym, co on musi przeżywać. Wprawdzie ja miałam już 17 lat, a on dopiero 6. Taka matka, taki ojczym i odejście taty musiało sprawiać mu mocne ciosy prosto w serce.
Przytuliłam go do mnie i oparłam podbródek na jego głowie. Moje łzy poleciały na jego policzek.
- Czemu oni ci to robią?- zadał kolejne pytanie.
- Nam to robią - poprawiłam - A sobie, przede wszystkim.
- Jules..
- Tak?
- Czy tata do nas wróci?
To pytanie przyprawiło mnie o mocniejsze bicie serca. Chciałabym żeby tak było. Ale wiedziałam, że ojciec nie będzie chciał wiązać się z taką kobietą jak moja matka ponownie. Z bólem serca zostawiał nas u niej, ale nie było wtedy z nią tak tragicznie. Tata mógłby nas utrzymać, bo ma swoje studio nagraniowe, jest producentem muzycznym .. Musiałam przyznać, że w snach nie prosiłabym o takie szczęście. Nie chciałam niszczyć jego marzeń, ale nie chciałam dawać mu niepotrzebnych nadziei.
- Nie wiem Beck, nie wiem..
Kąciki jego ust powędrowały w dół. Wpatrywał się w futerkowy dywanik zimnym i pustym wzrokiem.
- Czy George bije mamę ?
Nie chciałam mówić mu kłamstw - Tak, braciszku. Niestety.
- A czy mnie też skrzywdzi?- załamał mu się głos.
Łzy ciekły mi strumieniami.
- Nie dopuszczę do tego. Masz mnie, kocham Cię i nie pozwolę by cokolwiek ci się stało, rozumiesz?
Skinął głową. Przytuliłam go mocno .
Subskrybuj:
Posty (Atom)






