Chciałam usłyszeć kolejne bzdury na swój temat z ich ust więc ostrożnie i cicho zeszłam parę schodków w dół i jakoś udało mi się ukryć poza zasięgiem ich wzroku. Piękny obrazek. Dwoje ćpunów i oczywiście wódka w ręku. Popatrzyłam na to wszystko pogardliwie i słuchałam jak mówią, że jestem szmatą, gówniarą, bachorem....
- Jutro wyrzucimy ją z domu, nie będzie mi się tu pałętała ta s*ka. - odparła zdecydowanie matka i popiła kolejnego dużego łyka ze szklanej butelki. Te słowa zabolały mnie najbardziej. Teraz chciałam po prostu wyjść z domu i nie oglądać ich już nigdy więcej. Chciałam też podejść, spojrzeć prosto w oczy , spoliczkować i po prostu zalać się płaczem. Zeszłam na dół i zaczęłam zakładać na nogi swoje conversy.
- Gdzie znowu leziesz ?- zapytała pogardliwie matka mierząc mnie wzrokiem.
- Lydia, zostaw lepiej tą gówniarę. Niech se łazi gdzie chce. Będziemy mieć ją z głowy - doradzał George.
Kobieta tylko skinęła głową i jeszcze wypchnęła mnie za drzwi. Zamknęła mi je przed nosem. Westchnęłam i po prostu brnęłam na przód. Londyn powoli otaczały ciemne chmury, które zapowiadały deszcz same w sobie. W oddali można było spostrzec wyłaniającą się mgłę, a wiatr gorączkowo otulał moje włosy i twarz, uderzając zimnem w moją skórę. Poczułam, że chcę się odprężyć, zapomnieć o wszystkim. Podeszłam do jakiegoś przypadkowego chłopaka.
- Hej, masz może ogień ?
Wyjął z kieszeni zapalniczkę, a potem paczkę papierosów, którymi pomachał mi lekko przed nosem.
- Myślę, że te cuda też ci się przydadzą.
Westchnęłam, ale chciałam wymazać z pamięci połowę tego dnia. Wyjęłam jednego papierosa i zapaliłam.
Złożyło się, że szliśmy ramię w ramię we dwoje tam gdzie wiatr poniesie.
- Nie wyglądasz mi na niegrzeczną - skomentował z podejrzliwym uśmiechem, ale potem tylko się roześmiał .
Zerknęłam na niego kątem oka.
- Pozory mylą.
I ponownie uśmiechnął się w moją stronę.
- Zayn Malik - przedstawił się nie odrywając wzroku od jakiegoś punktu przed nami.
- Jules Cobain .
Spojrzał na mnie , a oczy mu błyszczały.
- Jak wokalista Nirvany ?
Zaśmiałam się krótko.
- Tak..A ty jesteś z zespołu One Direction, prawda?
Przytaknął. - Jesteś interesująca.
Wlepiłam w niego zdumione spojrzenie.
- Niby czemu?
- Bo nie wrzeszczysz- parsknął.
- Ja lubię waszą muzykę..ale jestem trochę bardziej zżyta z rock'em. - wyjaśniłam nieśmiało. Popatrzył na mnie ponownie i tajemniczy uśmiech zagościł na jego twarzy. - Znaczy lubię was, jesteście przystojni, nie powiem nie i fajnie gracie, po prostu dorastałam przy rock'u . - dodałam pośpiesznie.
- Spokojnie Jules- uspokoił widząc jak się rozpędziłam.
- A..i dzięki Zayn.
- Za co?
- Za papierosy. Normalnie nie palę, ale z nerwów po prostu muszę. Tak czy owak jesteś moim wybawcą - puściłam mu oczko.
- A co się stało?
Opowiedziałam mu całą historię jaka panuje u mnie w domu.
- Nie może być tak źle- poklepał mnie po ramieniu.
Spuściłam wzrok na buty.
- Ale jest. Naprawdę.
Dochodziliśmy już z powrotem do mojego domu. Przez drzwi już było słychać głośne przekleństwa.
Zayn stał ze mną przed domem i zmieszany przysłuchiwał się całej sytuacji i jednocześnie patrzył na mnie w milczeniu.
- Teraz mi wierzysz?- zapytałam.
Przyjrzał mi się z niedowierzaniem.
- Naprawdę współczuję..
Pożegnał się ze mną i chciał już iść.
- Właściwie to może chcesz wpaść?- zatrzymałam go.
- Jeśli chcesz...ok.
Weszliśmy do domu, a matka i George zatrzymali Zayna gdy chciał iść ze mną na górę.
- Co chłopaczka se przywlekłaś ?- zakpił George.
- Wypier*alaj - pogoniła Zayna Lydia.
- Lepiej wypieprzajcie mi z drogi, bo będę musiał użyć przemocy, a nie robię tego ludziom w średnim wieku - syknął Zayn.
Cieszyłam się, że tak powiedział. Bo widziałam po ich oczach, że są lekko przestraszeni. No przynajmniej po oczach matki.
George tylko zmierzył go gniewnym wzrokiem. Zayn nie pozostał obojętny i obdarował go tym samym.
Weszliśmy na górę do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi i przekręciłam kluczyk, a wtedy Zayn podejrzliwie się na mnie spojrzał, i można było zobaczyć na jego twarzy cwaniacki uśmieszek.
- To po to, by się tutaj nie pojawiali i nie robili afery.
- Rozumiem, ale bosz..
- Co?
- Oni są chorzy psychicznie.
Spuściłam wzrok.
- Moja matka kiedyś taka nie była. Potem zaczęła kręcić z George'm kiedy była jeszcze z tatą i stała się właśnie taka jak dzisiaj.
Usiadłam obok niego na łóżku i nie wiedzieć dlaczego , na moich policzkach poczułam kropelki łez.
Objął mnie ramieniem i spojrzał na mnie troskliwie.
- Ej, co jest?
Spojrzałam na niego czerwonymi, załzawionymi oczami.
- Oni mnie chcą wyrzucić na ulicę.- powiedziałam łamiącym się głosem. - Ja już tak nie mogę.
- Nie bój się, coś z tym zrobię.
- A co ty możesz?
Wyczuł w moim głosie nutę niedowierzania.
- Zobaczysz, coś załatwię.
Chwyciłam za pilota od wieży i puściłam Mohombi- In Your head. Spojrzałam w czekoladowe oczy Malika i pozwoliłam sobie w nich utonąć. Poczułam jego zimną dłoń na moim policzku, a drugą na moim karku. Zerkał na mnie raz po raz niepewnie, ale jednak próbując się ostrożnie do mnie zbliżyć. W taki sam sposób zachowywałam się ja. Gdy nasze usta dzieliły milimetry, dotknął swoją dolną wargą mojej górnej wargi. Przerwało nam pukanie do drzwi. Odskoczyłam od niego i speszyłam się.
- Otworzę...
Skinął głową.
----Perspektywa Zayn'a ----
Wodziłem za nią wzrokiem . Od naszej rozmowy chciałem poznać smak jej ust, dotknąć jej twarzy.. objąć ją. Gdy przerwaliśmy poczułem rozczarowanie. Podeszła do drzwi i przekręciła kluczyk w drugą stronę. W progu stał mały chłopczyk z blond potarganą czupryną i smutnymi oczyma. W rękach trzymał lekko poprutego pluszowego misia. Brat i siostra. Zatopiłem w nich spojrzenie. Sam mam młodsze rodzeństwo, ale oni byli tacy smutni. Poszkodowani..Zapatrzony w ten obrazek tak naprawdę zastanawiałem się co mogę zrobić by chociaż trochę im pomóc.
- Zayn, to mój młodszy brat Beck. - ocknąłem się na dźwięk jej głosu.
Wyciągnąłem do niego rękę i promiennie się uśmiechnąłem.
- Cześć, Beck. Chcesz się w coś pobawić?
- Ale ja nie mam zabawek - spuścił wzrok. Spojrzałem na równie smutną i zatroskaną Jules.
- Poważnie? - szepnąłem.
Skinęła głową.
- Nie martw się mały - potargałem mu włosy - Coś się wymyśli.
Usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy grać w jakieś gry.
Po dwóch godzinach zrobiło się późno, więc wstałem z dywanu i wręczyłem Jules karteczkę.
Rozwinęła - Twój numer?
- Dzwoń, jakbyś czegoś potrzebowała. Jestem do usług - uśmiechnąłem się.
- Tak, oczywiście. Dziękuję.
- Ja i chłopcy chętnie ci pomożemy..
- Nie powinniście się w to mieszać, a poza tym chcę tylko by mój brat miał dobre życie, ja nie muszę.
- Obydwoje musicie.- poprawiłem ją.
-------------------------
No więc jest rozdział 1..dziwne, myślałam tak długo a wyszło tak krótko :D No, ale mam nadzieję, że mimo długości opowiadania się spodoba :) Hope You like it xxx.


To jest po prostu cudne. Jejku jak ty wspaniale piszesz. To dopiero pierwszy rozdział a już mi się bardzo podoba. Czekam na NEXT!
OdpowiedzUsuńPisz szybko.:D
http://opowiadanie-1d-boys.blogspot.com/
Haha , dzięki :) Ja wcale nie uważam, że cudnie piszę - przeciwnie. xD
UsuńŚwietne jest. Wszystko przeczytałam i mnie wciągnęło.
OdpowiedzUsuńPowiadamiaj mnie o następnych, póki co, zapraszam do siebie. Już 6 rozdział! :D
http://loud-is-way-of-life.blogspot.com/
Super blog. Wpadnij do mnie.
OdpowiedzUsuńall-for-1d.blogspot.com