------ Prolog-------
- Jules, czy mogłabyś mi skoczyć po piwo ?
Zbiegłam na dół po schodach i spojrzałam zirytowana na ojczyma.
- Nie będę Ci usługiwać. - oznajmiłam mu przez zaciśnięte zęby.
- Ależ jestem twoim ojcem, musisz iść po piwo, ale już.
- Nie jesteś moim ojcem!!! Mój tata rozstał się z moją matką, bo nadużywała alkoholu. I to ty doprowadziłeś do takiego stanu !- wygarnęłam mu, a on podniósł tyłek z fotela.
- Nie waż się mnie o to oskarżać! Alkohol był wyborem tylko twojej matki - syknął.
Mierzyłam go gniewnym spojrzeniem.
- Ach tak ? Spójrz na siebie, George. Jesteście teraz identyczni.
Do pokoju wkroczyła matka.
- Lydio, twoja córka jest wobec mnie niegrzeczna i nieposłuszna - naskarżył od razu.
Spojrzałam na nich obok siebie jeszcze raz. Pijana ona, pijany on. Moja matka stała się teraz agresywna, identycznie jak jej chłoptaś. Paliła, brała narkotyki, kradła, piła...wstyd mi było przed samą sobą, że mam taką matkę. Jakieś nieprzyjemne uczucie zaszło w całym moim ciele. Niechęć do nich, odraza.. i co najważniejsze - gniew. Przełknęłam ślinę, gdy stali i wpatrywali się we mnie z pogardą w milczeniu.
- Wstyd mi za ciebie - odparła sucho matka.
Nie wytrzymałam, myślałam, że wybuchnę i rozsadzi mnie po całości.
- Popatrz na siebie! Ja cię już nawet nie poznaję! Nie dziwię się, że tata cię zostawił!! Ja na jego miejscu zrobiłabym dokładnie to samo.- wykrzyczałam.
- Jesteś zwykłą s*ką - powiedziała rozwścieczona.
Zabolało mnie to. Z ust własnej matki. Może alkoholiczki, ale jednak matki.
- Nie! Popatrzcie tylko - jesteście razem na samym dnie. Brzydzę się was. Mam dość!- z moich oczu powoli ciekły łzy, więc pobiegłam na górę . Za mną wyrwał się jeszcze George, ale zamknęłam w porę pokój na klucz.
Oparłam się plecami i łóżko i zalałam się słonymi łzami. Gdy wrzaski i uporczywe pukanie do drzwi ucichły, otworzyłam z powrotem pokój. Wróciłam na swoje miejsce i ukryłam twarz w dłoniach. Czemu musiało mi się to przytrafić. Dlaczego tata nie wrócił? Dlaczego matka wkręciła się w to wszystko..moje myśli błądziły tylko po tym temacie. Do pokoju wszedł cichutko mój 6 letni braciszek , Beck. Usiadł obok mnie, więc otarłam łzy i spojrzałam na niego.
- Przykro mi, że to słyszałeś. - rzuciłam cicho.
- Nie płacz..proszę. - uprosił mnie swoim delikatnym, cichym głosikiem. Krajało mi się serce na myśl o tym, co on musi przeżywać. Wprawdzie ja miałam już 17 lat, a on dopiero 6. Taka matka, taki ojczym i odejście taty musiało sprawiać mu mocne ciosy prosto w serce.
Przytuliłam go do mnie i oparłam podbródek na jego głowie. Moje łzy poleciały na jego policzek.
- Czemu oni ci to robią?- zadał kolejne pytanie.
- Nam to robią - poprawiłam - A sobie, przede wszystkim.
- Jules..
- Tak?
- Czy tata do nas wróci?
To pytanie przyprawiło mnie o mocniejsze bicie serca. Chciałabym żeby tak było. Ale wiedziałam, że ojciec nie będzie chciał wiązać się z taką kobietą jak moja matka ponownie. Z bólem serca zostawiał nas u niej, ale nie było wtedy z nią tak tragicznie. Tata mógłby nas utrzymać, bo ma swoje studio nagraniowe, jest producentem muzycznym .. Musiałam przyznać, że w snach nie prosiłabym o takie szczęście. Nie chciałam niszczyć jego marzeń, ale nie chciałam dawać mu niepotrzebnych nadziei.
- Nie wiem Beck, nie wiem..
Kąciki jego ust powędrowały w dół. Wpatrywał się w futerkowy dywanik zimnym i pustym wzrokiem.
- Czy George bije mamę ?
Nie chciałam mówić mu kłamstw - Tak, braciszku. Niestety.
- A czy mnie też skrzywdzi?- załamał mu się głos.
Łzy ciekły mi strumieniami.
- Nie dopuszczę do tego. Masz mnie, kocham Cię i nie pozwolę by cokolwiek ci się stało, rozumiesz?
Skinął głową. Przytuliłam go mocno .