wtorek, 11 września 2012

Rozdział 2 " Znaleziony nie kradziony "

Otworzyłam oczy dość wcześnie. Przywitały mnie odgłosy krzyku i tłuczonych rzeczy. Świetnie, kolejne problemy. Niechętnie podniosłam się z łóżka  i wolno jak ślimak podeszłam do szafy.
Ubrałam się , a włosy spięłam w luźny kok . Zeszłam na dół po schodach.
Zobaczyłam naprawdę dziwną scenkę.
Po pierwsze : Mój TATA. I tu rozpoczyna się część pierwsza pytań. Co on tu robi? Czemu w ogóle chciał tu przyjść? Rzecz druga : Tata i George wyraźnie się kłócili. I to naprawdę okropnie głośno i z wulgaryzmami. I ostatnie trzecie : Mama siedziała na kanapie ze spuszczoną głową, a pocieszała ją - ciotka Ester.
Wyłoniłam się zza rogu i wszyscy ucichli , wszystkie spojrzenia skierowane na mnie.
- O co tyle hałasu ?- zapytałam . Ojciec podszedł do mnie i wziął mnie za łokieć.
- Twoja nieodpowiedzialna matka " Zapodziała gdzieś Becka" - syknął rozwścieczony - A twój ojczym jej jak już słyszałaś broni i jeszcze się cieszy.
Serce utknęło mi w gardle.
- P-Przecież Londyn jest za wielki dla takiego chłopca ! - jęknęłam w końcu .
Tata tylko wzruszyła ramionami i ciężko westchnął.
- A co ciocia tutaj robi ? - zwróciłam się do kobiety w skórzanym , długim płaszczu i bogato zdobionym kapeluszu.
- Przyjechałam po prostu zobaczyć jak dajecie sobie radę.  - tu przerwała i rozejrzała się po domu - Ale nienajlepsze wieści.
Przewróciłam oczami.
- Tato, Ciociu Ester poszukajcie razem Beck'a, ja poszukam go gdzie indziej.
Ciotka podniosła się z kanapy i razem z tatą wyszli w pośpiechu.
- A wy- wskazałam na matkę i Georga - Siedźcie sobie dalej i cieszcie te swoje mordy . - zmierzyłam ich gniewnym spojrzeniem.
Wyszłam i skręciłam w lewo. W głowie plątały mi się tysiące czarnych scenariuszy. Co jak ktoś go przejechał ? Jak się zgubił ?  Przecież on ma 6 lat. Takie dziecko może się pałętać wszędzie.  Nawet nie zauważyłam rowerzysty, prawie bym na niego wpadła.
- Panienka, to niech lepiej chodzi ostrożniej, a nie taka zamyślona- marudził pod nosem , gdy odjechał kawałek ode mnie.
Zignorowałam to. Teraz martwił mnie Beck, a nie jakiś staruszek.
- Niezłe nogi - usłyszałam męski głos.
Ocknęłam się z zamyślenia.
- Przepraszam, co ?
Zaśmiał się i ugryzł kawałek jabłka.
- Mówię, że masz zgrabne nogi.
- Tak ? Dzięki, ale wiesz nie mam czasu..
Zignorował moją odpowiedź i wyciągnął do mnie rękę.
- Harry Styles.
Normalnie nawet byłabym szczęśliwa, czemu nie ale teraz po prostu nie miałam na to ochoty. Nie dzisiaj. Nie w tej chwili.
- Jules Cobain - przedstawiłam się pośpiesznie.
- A..ty jesteś tą dziewczyną, w której Zayn się zako..
Spojrzałam na niego z podniesioną brwią.
- O której  opowiadał.
- Posłuchaj, Harry ja chętnie bym pogadała, ale brat mi właśnie zaginął !
- O..poszukać go z tobą? - zmartwił się.
- Jeśli masz czas.
Najpierw poszliśmy do baru z fast foodami . Nie było go. Potem park i kolejno zakamarki Londynu.
Szukaliśmy naprawdę długo. Zobaczyliśmy jakąś ławeczkę, więc Harry wziął mnie za łokieć i zaprowadził mnie do ławki . Miałam podkrążone oczy, byłam nienaturalnie blada i po prostu opadałam z sił. Usiedliśmy na ławeczce i ukryłam twarz w dłoniach.
- Co jeszcze mnie spotka?
Westchnął ciężko .
- Mnie nie pytaj.
Spuściłam wzrok na buty. Czułam, że powoli słabnę. Z przemęczenia, ogólnie za dużo się działo...
Uniósł mój podbródek i spojrzał mi w oczy.
- Nie, proszę cię - odsunęłam jego ręce z mojej twarzy. Wystarczyła mi ta sama sytuacja by niemal pocałować Zayna. Nie chciałam tego powtarzać, nie W TYM MOMENCIE.
- Dobra..- odbiegł od niezręcznej sytuacji - Przeszukaliśmy chyba cały Londyn...
- To na nic ! - odparłam zrezygnowana. Jego zielone oczy znowu przeniosły się na mnie z wyraźnym zmartwieniem.
- Zayn mówił nam wszystkim co panuje u ciebie w domu..
Dobra. Potrzebuję całego One Direction do współczucia.  Po co mam zadręczać innych swoimi problemami ? Mam własne życie, zresztą jak oni sami.  Może dowie się o tym cała Wielka Brytania ?  No, ale w takich sprawach na pewno ciężko trzymać język za zębami.
Zobaczyliśmy przed nami chłopca. Chłopca, który do złudzenia przypominał Becka.  Tak, to był Beck. Zerwałam się z ławki, a Harry ze mną. Pokazywał w biegu palcem przed siebie.
- To ten twój brat.
- Skinęłam głową.
Podbiegłam do chłopczyka , przykucnęłam i przytuliłam go z całych sił.
- Beck, boże..nic ci nie jest?- przejechałam ręką gorączkowo po jego czole.
- Jules ..- powiedział ledwo przytomnym głosem.
- Tak ?
- Z-zimno mi..źle się czuję.
- Zaprowadzić cię do taty ?
Skinął głową w potwierdzeniu . Szliśmy do domu z powrotem.
- To twój chłopak?- zapytał Beck patrząc na Hazzę, który na to pytanie uśmiechnął się pod nosem. Spojrzał na mnie , bezczelnie się uśmiechnął i jeszcze podniósł brew.
- Jestem?
Wywróciłam oczami.
- Niee - przeciągnęłam.
Odprowadziłam go do samochodu taty, który zabrał go do ciepłego domu, w którym mógł odpocząć.
- To..wracasz do domu?
Spiorunowałam Styles'a wzrokiem.
- No ciebie chyba pogięło.
Zaśmiał się.
- Chodźmy po chłopaków i może do jakiegoś baru?- zaproponował odważnie.
Położyłam rękę na klatce piersiowej.
- O boże !- udawałam przejętą - Ja ? Z takiej rodziny mam iść z chłopakami z One Direction? Nie jestem godna.
- Jesteś, jesteś.
- No właśnie  - odezwał się głos za moimi plecami. Obróciłam się i zobaczyłam Zayna, Louisa, Liama i Nialla.
----------------------------
Dobrze..jedno muszę przyznać...SKIEPŚCIŁAM TO OPOWIADANIE NA CAŁEJ LINII. 
Nie chciałam już przedłużać z opublikowaniem, więc napisałam dzisiaj tyle ile dałam radę ;c Wybaczcie, że takie krótkie i nudne :(

2 komentarze:

  1. NIE jest krótkie, NIE jest głupie, ale JEST świetne :** !!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest głupie, jest zajebiste. I co to za ludzie, którzy tak mało komentują taki super blog? Nie ogarniam :O <3

    OdpowiedzUsuń