Niall odwrócił się do nas w popłochu zdenerwowany.
- Idziemy stąd, już.- oznajmił i poderwał się z krzesła.
- Ale o co ci chodzi ?- Zayn przybrał zmieszany wyraz twarzy.
Harry spojrzał tam gdzie patrzył blondyn i szybko zakrył usta dłonią. Popatrzył na Horana wybałuszonymi oczami.
- Ja pierrdole...czy to nie jest Roxy ?
Chłopaka było stać tylko na nerwowe skinienie głowy.
- Kto to Roxy ?- zabrałam zdezorientowana głos.
Shay podniosła brew.
- To jest jego była.
Niall przegryzł wargę.
- No dzięki, Shay. A może raczej Shannon Mario - ostro zaakcentował i podkreślił ostatnie słowa.
Zacisnęła dłoń w pięść.
- Wypieprzaj blondynku.
- Dobra, spokój - wtrącił Liam i odwrócił się do przyjaciela - Co Roxy robi akurat w tym barze?
- Idź i się jej zapytaj - poradził ze śmiechem Louis.
- Nie - stanowczo zaprzeczył Niall.
- Dobra, to skoro nie Liam, to ja muszę - Louis szedł w stronę dziewczyny.
Niall pociągnął go za ramię.
- Nikt tam nie idzie.
Westchnęłam i spojrzałam na zegarek.
- Chłopcy, ja już muszę iść.
Zrobili smutne oczka.
- Musisz?- powtórzył Harry.
Skinęłam głową.
- Tak, muszę zobaczyć co u Beck'a. Tata go przecież nie będzie cały czas trzymał u siebie. Musimy wrócić do domu.
Zayn prychnął.
- Och, proszę Cię. Co to za dom.
- Tak, a twój tata ma nazwisko Cobain, tak? - upewnił się Liam.
- No ...tak.
- A jak na imię ? - ciągnęła Shay.
- Curtis.
- Ty, to jest ten sławny producent muzyczny - ożywił się Payne.
- Tak, i co?
- I co?- powtórzyli zdumieni.
- Nie może ci kupić jakiegoś mieszkania albo coś albo zapytaj się czy możesz się do niego wprowadzić - przedstawił swoje myśli Harry.
- No, jutro do niego pójdę.
- Ja pójdę z tobą - oświadczył Louis.
- A to niby po co ?
Położył swoją rękę na sercu.
- Jako mentalne wsparcie.
- No dobrze...to możesz być u mnie jutro o...? - nie dokończyłam zdania.
- Mogę być o 10.00.
- Ok.
Nadstawili policzki więc ich w nie pocałowałam na pożegnanie. Zobaczyłam ponurą minę Zayna. Oplotłam rękami jego kar i złożyłam czuły pocałunek na jego ustach. Chłopcy wybałuszyli oczy, a Harry przegryzł nerwowo dolną wargę.
- To pa.
- Pa.
Wyszłam przed bar i poczekałam na taksówkę.
- Chodź, zawiozę Cię. - usłyszałam męski głos.
Odwróciłam się i ujrzałam Hazzę, który wymachuje kluczykami od auta.
- Nie, poczekam sobie na taksówkę.
- Ale ja tu jestem, ty tu jesteś..- szepnął - Więc chyba nie robi ci to różnicy.
Zmarszczyłam brwi, a potem spojrzałam w jego stronę ze spokojem.
- Dobrze.
Wsiedliśmy do auta, a chłopak odpalił samochód i jechał naprzód.
- To...ty i Zayn chodzicie ?
Właściwie to sama nie znałam na to odpowiedzi. Bo całowaliśmy się dwa razy i prawie trzeci raz...
- Nie wiem - odparłam.
Zerknął na mnie.
- Ależ ty na niego lecisz.
- Nie lecę na Zayna - zaprotestowałam - Ale spotkałam go pierwszego i wsparł mnie no i wiesz..
Przybrałam zmieszany wyraz twarzy.
- Taa..
Odwróciłam się w stronę mojej szyby. Co mu w ogóle do tego ?
- Oj, no nie obrażaj się.
- Nie obrażam się !
Samochód stanął na jakimś odludziu.
- Co jest ? Czemu się zatrzymałeś ?- zareagowałam.
- To nie ja..- spojrzał na mnie przestraszony - Tylko samochód.
- Nie zatankowałeś ?
- Najwidoczniej. Ale było przecież pełno benzyny...
- Nie no..ja muszę jak najszybciej być u Beck'a. . . - panikowałam i wyszłam z samochodu. Harry podążył moimi śladami.
- Czyli przeanalizujmy fakty - powiedziałam - Jesteśmy na odludziu, a ty nie zatankowałeś, jest bardzo późny wieczór.
Wziął do ręki telefon i puścił ich najnowszą piosenkę Live While We're Young.
- Chcesz teraz słuchać muzyki ? !
- Wyluzuj trochę, Jules.
- Nie mogę się wyluzować w takich chwilach !
-----Perspektywa chłopców-----
Zadzwonił telefon Niall'a.
- Halo ? - odpowiedział z ustami pełnymi chipsów.
- Jesteśmy z Jules na jakimś odludziu, tam parę kilometrów od baru. Samochód nie ma benzyny , więc może poratujecie chłopcy?- usłyszał nerwowy głos przyjaciela.
- Już dobrze, zaraz będziemy - rozłączył się blondyn i zwrócił w stronę Shay i chłopaków - Jedziemy po Hazzę i Jules.
Wzięli swoje rzeczy i ruszyli w stronę wyjścia. Drzwi zagrodziła im jakaś dziewczyna o kruczoczarnych włosach i przejrzystych, błękitnych oczach. Przyjrzała się wściekłemu blondynowi.
On po raz kolejny na jej widok zdębiał.
- Roxy....
---------------
Możecie mnie za to zabić ;c
- Nikt tam nie idzie.
Westchnęłam i spojrzałam na zegarek.
- Chłopcy, ja już muszę iść.
Zrobili smutne oczka.
- Musisz?- powtórzył Harry.
Skinęłam głową.
- Tak, muszę zobaczyć co u Beck'a. Tata go przecież nie będzie cały czas trzymał u siebie. Musimy wrócić do domu.
Zayn prychnął.
- Och, proszę Cię. Co to za dom.
- Tak, a twój tata ma nazwisko Cobain, tak? - upewnił się Liam.
- No ...tak.
- A jak na imię ? - ciągnęła Shay.
- Curtis.
- Ty, to jest ten sławny producent muzyczny - ożywił się Payne.
- Tak, i co?
- I co?- powtórzyli zdumieni.
- Nie może ci kupić jakiegoś mieszkania albo coś albo zapytaj się czy możesz się do niego wprowadzić - przedstawił swoje myśli Harry.
- No, jutro do niego pójdę.
- Ja pójdę z tobą - oświadczył Louis.
- A to niby po co ?
Położył swoją rękę na sercu.
- Jako mentalne wsparcie.
- No dobrze...to możesz być u mnie jutro o...? - nie dokończyłam zdania.
- Mogę być o 10.00.
- Ok.
Nadstawili policzki więc ich w nie pocałowałam na pożegnanie. Zobaczyłam ponurą minę Zayna. Oplotłam rękami jego kar i złożyłam czuły pocałunek na jego ustach. Chłopcy wybałuszyli oczy, a Harry przegryzł nerwowo dolną wargę.
- To pa.
- Pa.
Wyszłam przed bar i poczekałam na taksówkę.
- Chodź, zawiozę Cię. - usłyszałam męski głos.
Odwróciłam się i ujrzałam Hazzę, który wymachuje kluczykami od auta.
- Nie, poczekam sobie na taksówkę.
- Ale ja tu jestem, ty tu jesteś..- szepnął - Więc chyba nie robi ci to różnicy.
Zmarszczyłam brwi, a potem spojrzałam w jego stronę ze spokojem.
- Dobrze.
Wsiedliśmy do auta, a chłopak odpalił samochód i jechał naprzód.
- To...ty i Zayn chodzicie ?
Właściwie to sama nie znałam na to odpowiedzi. Bo całowaliśmy się dwa razy i prawie trzeci raz...
- Nie wiem - odparłam.
Zerknął na mnie.
- Ależ ty na niego lecisz.
- Nie lecę na Zayna - zaprotestowałam - Ale spotkałam go pierwszego i wsparł mnie no i wiesz..
Przybrałam zmieszany wyraz twarzy.
- Taa..
Odwróciłam się w stronę mojej szyby. Co mu w ogóle do tego ?
- Oj, no nie obrażaj się.
- Nie obrażam się !
Samochód stanął na jakimś odludziu.
- Co jest ? Czemu się zatrzymałeś ?- zareagowałam.
- To nie ja..- spojrzał na mnie przestraszony - Tylko samochód.
- Nie zatankowałeś ?
- Najwidoczniej. Ale było przecież pełno benzyny...
- Nie no..ja muszę jak najszybciej być u Beck'a. . . - panikowałam i wyszłam z samochodu. Harry podążył moimi śladami.
- Czyli przeanalizujmy fakty - powiedziałam - Jesteśmy na odludziu, a ty nie zatankowałeś, jest bardzo późny wieczór.
Wziął do ręki telefon i puścił ich najnowszą piosenkę Live While We're Young.
- Chcesz teraz słuchać muzyki ? !
- Wyluzuj trochę, Jules.
- Nie mogę się wyluzować w takich chwilach !
-----Perspektywa chłopców-----
Zadzwonił telefon Niall'a.
- Halo ? - odpowiedział z ustami pełnymi chipsów.
- Jesteśmy z Jules na jakimś odludziu, tam parę kilometrów od baru. Samochód nie ma benzyny , więc może poratujecie chłopcy?- usłyszał nerwowy głos przyjaciela.
- Już dobrze, zaraz będziemy - rozłączył się blondyn i zwrócił w stronę Shay i chłopaków - Jedziemy po Hazzę i Jules.
Wzięli swoje rzeczy i ruszyli w stronę wyjścia. Drzwi zagrodziła im jakaś dziewczyna o kruczoczarnych włosach i przejrzystych, błękitnych oczach. Przyjrzała się wściekłemu blondynowi.
On po raz kolejny na jej widok zdębiał.
- Roxy....
---------------
Możecie mnie za to zabić ;c
Fajny rozdział. Ciekawa jestem co będzie dalej.:D
OdpowiedzUsuńopowiadanie-1d-boys.blogspot.com
Fajny rozdział, jak będę miała czas przeczytam poprzednie. Zapraszam na mój 1 blog z opowiadaniem http://one-story-of-my-life.blogspot.com/ W tym tygodniu dodam nową notkę, mam nadzieję, że zajrzysz :> Pozdrwiam.
OdpowiedzUsuń